WOMAI Centrum Nauki i Zmysłów
WOMAI to interaktywne Centrum Nauki i Zmysłów w Krakowie, w którym zamiast tylko oglądać – przede wszystkim doświadczasz. Jest to miejsce, gdzie nauka miesza się z magią – idealne, by sprawdzić, co mają ze sobą wspólnego, oraz czy można stwierdzić, że magia jest nauką, czy też bardziej, że nauka jest magią. Zdecydowanie jest to punkt obowiązkowy na mapie, gdy masz w planie zwiedzić Kraków w weekend.
WOMAI - pierwsze wrażenia
Zacznę od opisania Ci mojego pierwszego wrażenia. Na samym wstępie, zaskoczyło mnie, że WOMAI wcale nie jest tym, czego się spodziewałam – myślałam, że trafię do bardziej „muzealnego” miejsca. Mam pewną zasadę, że jeśli ktoś poleca mi jakieś miejsce albo czytam o nim w sieci, to wolę wiedzieć tylko tyle, ile jest absolutnie konieczne. Po prostu staram się unikać spoilerów oraz nie czytać zbyt dużo o konkretach – lubię efekt zaskoczenia i tutaj udało mi się to osiągnąć w 100%.
Na samym początku miałam lekki problem ze zlokalizowaniem wejścia, bo moja nawigacja postanowiła ześwirować i uparcie pokazywała mi, że miejsce znajduje się po drugiej stronie ulicy – lekko mnie to zestresowało, bo w WOMAI wizyty umawia się na konkretną godzinę. Na szczęście udało się szybko dojść do adresu, kierując się numerami na budynkach i zdążyliśmy na czas.
Już od wejścia miejsce prezentuje się niezwykle – pod sufitem wiszą ciekawostki, które możemy poczytać w czasie oczekiwania na swoją kolej. Lampki pięknie migoczą, tworząc przyjazny klimat a sama przestrzeń jest sympatyczna i ciepła. Jednocześnie już od początku czuć, że idziemy na nietuzinkową przygodę z nauką. I powiem Ci szczerze, było dokładnie tak jak się zapowiadało – czyli absolutnie niesamowicie.
Na początku w ogóle nie spodziewałam się przewodnika, więc nie przypuszczałam też, że oprowadzenie będzie tak bardzo interaktywne – z jakiegoś powodu wyobrażałam sobie coś podobnego do Centrum Szyfrów Enigma w Poznaniu. W WOMAI prawie wszystkiego można dotknąć, sprawdzić jak działa, przetestować. Przewodnicy tłumaczą, pokazują, opowiadają historie i dają zadania – to nie jest sucha teoria, to prawdziwe doświadczenie.
Atmosfera? Trudno ją opisać jednym słowem, bo obie wystawy są jakby z dwóch różnych światów – „światło” i „ciemność”. Ale w obu przypadkach było zabawnie, ciekawie i przyjemnie edukacyjnie. Przewodnicy byli świetni – dynamiczni, z poczuciem humoru, ale tez praktyczni i merytoryczni. Co najważniejsze, wchodzący w ciągłą interakcję z grupa – po prostu nie dają się nudzić!
Czym właściwie jest WOMAI?
Centrum Nauki i Zmysłów WOMAI to miejsce, które nie chce być kolejnym „muzeum do odhaczenia”. To przestrzeń, która powstała po to, żebyśmy zaczęli naprawdę doświadczać świata, a nie tylko o nim czytać na informacyjnych tabliczkach umieszczonych na ścianie.
To centrum nauki, ale w trochę innym wydaniu niż to, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Tu nie chodzi o zapamiętywanie suchych faktów, a przede wszystkim o odkrywanie świata poprzez doświadczenie i pobudzanie ciekawości, a także spojrzenie na rzeczy z różnych perspektyw – nie tylko z tej „oczywistej” strony.
WOMAI bardzo mocno stawia na zmysły. Nie tylko wzrok, ale też słuch, dotyk, węch, a nawet smak. Chodzi o to, żeby angażować całe ciało i czuć doświadczenia całym sobą – dzięki temu możemy lepiej rozumieć to, co nas otacza. Dlatego WOMAI uczy poprzez doświadczanie, pokazuje świat z perspektywy innych ludzi i trochę zmusza nas do wyjścia poza utarte schematy.
Co dla mnie było szczególnie ważne – to miejsce ma też drugi, głębszy cel. Nie tylko edukacyjny, ale też społeczny. Powstało między innymi dlatego, że klasyczna edukacja często nie działa tak, jak powinna, a świadomość życia osób z niepełnosprawnościami jest wciąż niewielka.
I to jest właśnie coś, co bardzo czuć na miejscu – że to nie jest tylko „atrakcja”, ale przemyślana przestrzeń, która ma Cię czegoś nauczyć… tylko robi to w sposób, który naprawdę angażuje i sprawia, że sama chcesz zdobyć tę wiedzę.
Wystawa - W stronę światła
Wystawa „W stronę światła” to miejsce, w którym nauka przestaje być teorią, a zaczyna być doświadczeniem. I to takim, które naprawdę wciąga. Tu możemy się poważnie zastanowić, gdzie leży granica pomiędzy nauką a magią. Możemy również zaobserwować, że naukowcy są w pewnym sensie wybrańcami – nie każdy ma ten dar aby naukę postrzegać i rozumieć w taki sposób, by za jej pomocą tworzyć tak niesamowite, wręcz magiczne rzeczy. Naszym przewodnikiem był Jan – naukowiec eksperymentator z wyjątkowo otwartym umysłem. Dzięki niemu ta podróż była jeszcze bardziej niesamowita, bo nieczęsto trafia się na osoby z taką pasją. Ale o przewodnikach napiszę więcej w dalszej części.
Było tu kilka rzeczy, których wcześniej nie wiedziałam. Kilka takich, z którymi miałam już styczność – gdzieś widziałam, gdzieś czytałam ale nigdy nie zagłębiałam się w temat. A były również tematy, które dobrze znałam. Tak mieli w pewnym sensie wszyscy z naszej grupy – dzięki czemu wywiązywały się między nami a przewodnikiem bardzo ciekawe dyskusje. I to jest chyba największa wartość tego miejsca, ono nie tylko pokazuje, ale też uruchamia myślenie.
Wszystko mi się podobało, bo ja jestem bardzo dotykalska – wszystko muszę pomacać, poczuć strukturę i obejrzeć z każdej strony. Tu o dziwo, najbardziej wciągnęły mnie doświadczenia związane z dźwiękiem. Nie spodziewałam, tego typu doświadczeń, bo jednak „światło” zasugerowało mi coś innego, ale właśnie to było w tym najfajniejsze – że wszystko się ze sobą łączy i przenika.
Było też kilka momentów „wow”. Takich, kiedy nagle coś klika i myślisz sobie: „aha, czyli to tak działa”. Uwielbiam eksperymenty, więc możliwość sprawdzania wszystkiego na własnej skórze była dla mnie czystą frajdą. Jan pokazał nam również doskonały sposób, na to jak oczarować znajomych za pomocą kieliszków, wiem brzmi intrygująco – ale tego nie będę spoilerować, musisz zobaczyć to sama!
Ta wystawa przypomina jak łatwo można zachwycać się, w teorii prostymi rzeczami. Tu możesz poczuć się jak dziecko, które pierwszy raz widzi coś niezwykłego. Ja rozpieszczam w takich miejscach moją dziecięcą stronę, jeśli też ją masz, będziesz się świetnie bawić – a jeśli wstydzisz się czasem być dzieckiem i rzadko sobie na to pozwalasz, to tutaj masz pełne przyzwolenie, żeby znowu nim być. I powiem szczerze, bardzo to polecam.
Wystawa - W stronę ciemności
Wystawa „W stronę ciemności” to zupełnie inna historia. Jeśli „światło” jest zabawą i eksperymentem, to tutaj wchodzimy w czyste doświadczenie – ale takie, które zostaje w głowie na dłużej.
Już na początku pojawiło się dla mnie duże zaskoczenie – brak możliwości robienia zdjęć i konieczność zostawienia wszystkich świecących urządzeń. Dla osoby, która zwykle dokumentuje wszystko co widzi, to był lekki szok… Jak już mówiłam na początku, omijam większość spoilerów i wchodząc nie miałam pojęcia czym w zasadzie jest ta wystawa – a już na pewno nie spodziewałam się, że mój weekend w Krakowie na chwilę zanurzy się w całkowitej ciemności. Ale dokładnie o to chodziło.
Naszym przewodnikiem była osoba niewidoma, a my zostaliśmy zaproszeni do jej świata. Jacek pokazał nam coś, na co w codziennym pędzie nie zwraca się uwagi, coś nad czym nikt zwykle się nie zastanawia – a szkoda.
Tutaj wchodzimy w całkowitą ciemność. Taką prawdziwą, taką na 100%. I nagle okazuje się, że to coś zupełnie innego niż noc w lesie czy brak światła w łazience. Tu kompletnie nic nie widać, i na pierwszy rzut oka, absolutnie nic tutaj nie ma.
Na początku nie wiedziałam nawet, czy lepiej mieć oczy otwarte czy zamknięte – bezpośrednio po wejściu różnicy i tak nie było. Po pewnym czasie jednak oczy zaczęły mi się męczyć i lekko łzawić, więc przez większość wystawy, miałam je jednak zamknięte. Pierwsze kroki i swobodne poruszanie się było trudne, ale wystarczyło zaufać przewodnikowi i grupie (prowadziliśmy się za ramiona), żeby napięcie zaczęło puszczać.
Kiedy już dopuścimy do siebie, że przez najbliższy czas, musimy wykluczyć jeden ze zmysłów i dotrze do nas, że mimo to jest bezpiecznie – wtedy zaczyna się magia – bo do głosu dochodzą inne zmysły a my możemy zatopić się w eksperymencie.
W czasie podążania w stronę ciemności, otrzymywaliśmy przeróżne zadania, w których realizacji wspierał nas Jacek. Między innymi wybraliśmy się na targ, gdzie rozpoznawaliśmy po kształcie i zapachu owoce oraz warzywa. Później dotarliśmy do kuchni, w której mogliśmy poczuć na własnej skórze, jak trudne jest przygotowanie posiłku, gdy nie możemy opierać się na wzroku – w kuchni dostaliśmy różne zadania, a jedno z nich polegające na rozpoznaniu przypraw po zapachu, było niezwykle fascynujące. Zapach kawy był tam czymś absolutnie niesamowitym. Zawsze wydawało mi się, że to jeden z najbardziej intensywnych zapachów, jakie znam… ale w ciemności był jeszcze mocniejszy. Jakby ktoś podkręcił wszystkie ustawienia.
To doświadczenie bardzo zmienia perspektywę. Czym innym jest słyszeć o tym, jak funkcjonują osoby niewidome, a czymś zupełnie innym – choć na chwilę tego doświadczyć.
Dowiedziałam się też kilku rzeczy, które zostają na zawsze – na przykład tego, że nie trzeba bać się proponować pomocy, albo że słowa typu „do zobaczenia” są zupełnie naturalne w rozmowie. Jacek opowiedział nam o tym, jak w dzisiejszym świecie nowoczesnej technologii funkcjonują osoby niewidome. Dzięki temu mogliśmy na nowo przeanalizować potęgę smartfona i przypomnieć sobie, że nie jest to tylko ekranik do memów, a niesamowicie rozbudowany sprzęt, który całkowicie odmienił życie osób niewidomych i słabowidzących.
W odniesieniu do smartfonów, dowiedziałam się o aplikacji, która naprawdę mnie poruszyła — Be My Eyes. To bezpłatna aplikacja, która łączy osoby niewidome i słabowidzące z widzącymi wolontariuszami… albo sztuczną inteligencją. Wszystko dzieje się na żywo, przez wideo, więc możesz dosłownie stać się czyimiś „oczami” na kilka minut. Brzmi poważnie, ale w praktyce chodzi o bardzo codzienne rzeczy – pomoc przy odczytywaniu etykiet, sprawdzeniu daty ważności produktów, rozpoznaniu koloru, odnalezieniu się w nowym miejscu albo nawet sprawdzenie fryzury przed randką.
Z aplikacją można łączyć się w wolnej chwili, dzięki temu wolontariusze są łatwo dostępni – a jeśli akurat nie ma dostępnego wolontariusza, wkracza Be My AI – czyli narzędzie oparte na sztucznej inteligencji, które potrafi opisać otoczenie, rozpoznać przedmioty, a nawet uchwycić emocje. I to jest dla mnie jedna z tych rzeczy, które pokazują, w jaki sposób technologia realnie poprawia jakość życia – nie jako gadżet, tylko fizyczne wsparcie w codziennym życiu.
Na końcu był też moment na pytania i rozmowę – i to była bardzo cenna część całego doświadczenia. Dowiedzieliśmy się mnóstwa ciekawych rzeczy, mogliśmy zadawać naprawdę przeróżne pytania od tych najprostszych po te nieco dziwne – dzięki czemu miałam okazję dowiedzieć się jak osoby niewidome wyobrażają sobie wygląd kota. Posłuchaliśmy o pracy i życiu psa przewodnika i o tym jak niesamowitą robotę wykonują osoby szkolące te psy. To oczywiście nie wszystko, z premedytacją zostawiam sporo w tajemnicy – bo naprawdę polecam odwiedzenie WOMAI i tej wystawy w czasie wizyty w Krakowie.
WOMAI - przewodnicy
Przewodnicy – to połowa sukcesu tej wycieczki – muszę to powiedzieć wprost – ogromną część tego doświadczenia robią przewodnicy. I my trafiliśmy naprawdę świetnie (aczkolwiek, ja mam chyba moc przyciągania fajnych przewodników).
Świetnie jest, gdy trafia się na osoby z pasją a oprócz tego odbiera się z nimi na tych samych falach. W takim przypadku, wszystko z automatu wydaje się o wiele ciekawsze, poziom zaangażowania rośnie a wiedza sama wchodzi do głowy. Wiesz, jak przez pół wycieczki myślisz o tym, że przewodnik Cię irytuje, to prawdopodobnie za wiele nie wyniesiesz. Także w tym miejscu przewodnicy to niewątpliwie dodatkowy superatut.
Na wystawie „W stronę światła” naszym przewodnikiem był Jan – bardzo dynamiczny, zabawny i co dla mnie najważniejsze, nie jest on tylko teoretykiem. Jest przede wszystkim eksperymentalistą. Nie ograniczał się do suchego tłumaczenia, tylko wciągał nas w doświadczenia, zadawał pytania, prowokował do myślenia i dyskusji.
Co ciekawe, mijaliśmy inne grupy i mogłam kątem ucha posłuchać innych przewodników – i utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że trafiliśmy idealnie. Mnie właśnie taka dynamika i sposób prowadzenia tej wycieczki pasował doskonale. Nasza grupa okazała się tak zaangażowana, że nikt z nas nie patrzył na zegarek – przez to spóźniliśmy się na kolejną wystawę… Na szczęście dzięki wyrozumiałości Pani z recepcji (i niewątpliwie uśmiechowi losu z wolnymi miejscami) udało się naszą kolejną podróż przesunąć na kolejny slot. Dlatego zaznaczam tutaj raz jeszcze, że wizyty umawiane są na konkretne godziny – spóźnienie na 98% skutkować będzie tym, że grupa ruszy bez Ciebie.
Z kolei „W stronę ciemności” to zupełnie inna historia. Tam przewodnikiem jest osoba niewidoma, co samo w sobie zmienia wszystko, bo jednak podróż z nawet chwilową utratą jednego zmysłu wymaga zaufania. Nasz przewodnik – Jacek – zdecydowanie wzbudza zaufanie, jest bardzo otwarty, pogodny i niesamowicie cierpliwy. Tłumaczył nam rzeczy, których nie widzieliśmy, prowadził nas przez doświadczenia i dawał przestrzeń na pytania. Pomimo tego, że nie miałam pojęcia gdzie idę i co w zasadzie robię, czułam się tam bezpiecznie.
Na końcu była też możliwość rozmowy – i to był jeden z tych momentów, które naprawdę wiele wniosły w moje życie. Możliwość zadania pytań, które chodziły mi po głowie a także posłuchania pytań współuczestników wycieczki, na które oczywiście otrzymaliśmy odpowiedzi –to bardzo cenny punkt programu.
WOMAI - dla dzieci i dla dorosłych
Wraz z nami na obu wystawach „W stronę światła” i „W stronę ciemności” była para z synem w wieku szkolnym. Młody w naszej grupie w ogóle się nie nudził, był bardzo zaangażowany i ewidentnie mu się podobało – jeśli to czytacie nasi Towarzysze Wycieczki, to serdecznie Was pozdrawiamy – również dzięki Wam zabawa była przednia. Z obserwacji tego, jak dobrze wszyscy się bawili, śmiało mogę stwierdzić, że jest to doskonałe miejsce, na wycieczkę z dziećmi.
Co ważne, to nie jest atrakcja „tylko dla najmłodszych”. Dorośli bawią się tu równie dobrze – a momentami mam wrażenie, że nawet lepiej, bo w końcu można tu bez skrępowania odpalić tryb ciekawskiego dziecka i zadawać pytania, na które normalnie nie mamy czasu.
To nie jest miejsce, gdzie stoisz i czytasz tabliczki, tylko takie, w którym faktycznie coś robisz, sprawdzasz, testujesz i reagujesz na to, co się dzieje wokół Ciebie. I właśnie dlatego działa to niezależnie od wieku – dzieci wchodzą w to naturalnie, a dorośli… przypominają sobie, że też kiedyś tak potrafili.
Zauważyłam też, że każdy odbiera te wystawy trochę inaczej. Dzieci często reagują spontanicznie – śmiechem, zdziwieniem, ekscytacją. Dorośli z kolei częściej analizują, dopytują, próbują zrozumieć „dlaczego”. I to jest super, bo te dwa światy się tu fajnie przenikają.
To też świetna opcja na wspólne spędzenie czasu – nie takie „obok siebie”, tylko naprawdę razem. Rozmawiacie, wymieniacie się spostrzeżeniami, pomagacie sobie, czasem nawet trochę gubicie się i odnajdujecie w tej przestrzeni.
Mam wrażenie, że to jedno z tych miejsc, gdzie wiek kompletnie przestaje mieć znaczenie. Liczy się tylko ciekawość i gotowość na doświadczenie czegoś nowego. I jeśli ktoś mówi, że „to raczej dla dzieci”, to mam ochotę powiedzieć: idź i sprawdź – tylko uprzedzam, możesz się wciągnąć bardziej niż one 😄
WOMAI - jak dojechać
WOMAI znajduje się w samym sercu Krakowa – bardzo blisko dworca głównego, więc to świetna opcja, jeśli przyjeżdżacie pociągiem. Serio, wychodzisz z peronu i po kilkunastu minutach jesteś już w Centrum Nauki i Zmysłów. Lokal znajduje się dosłownie po drugiej stronie ulicy od Galerii Krakowskiej.
Ja w na większość wycieczek jeżdżę pociągiem i przemieszczam się pieszo. Ale w odleglejsze punkty podjeżdżam czasem hulajnogą, taksówką czy komunikacją miejską. Postaram się przybliżyć możliwości dojazdu.
Dojazd samochodem jest prosty – okolice dworca mają sporo miejsc parkingowych, chociaż najlepiej sprawdzić wcześniej dostępność. Zapewne w zależności od wybranej godziny będzie różnie z miejscami. Nieopodal znajduje się również parking strzeżony, płatny.
Dla lokalnych turystów lub tych, którzy w Krakowie korzystają z komunikacji miejskiej, tramwaje i autobusy podjeżdżają praktycznie pod same drzwi. Nie ma więc, co się martwić o to, jak tam trafić. A w razie czego, i sam spacer z centrum może być przyjemnym wstępem do wizyty.
Jeśli macie bagaże, to w środku znajdują się szafki na klucz – wielkiej walizki nie zmieścicie ale średni plecak spokojnie wejdzie.
WOMAI - ważne informacje
Adres: ul. Pawia 34, 31-154, Kraków
Strona internetowa: www.womai.pl
Rezerwacja: wymagana – wejścia odbywają się o konkretnych godzinach, dlatego najlepiej zarezerwować wcześniej, przez kalendarz na stronie
Ceny : 36-55 PLN – aktualny cennik dostępny jest na stronie
Czas zwiedzania: każda wystawa trwa ok. 60–90 minut, więc jeśli planujecie obie, warto zarezerwować sobie spokojnie kilka godzin, najlepiej z przerwą między wystawami, żeby w razie opóźnienia nie poszli bez Ciebie
Zdjęcia: na wystawie „W stronę ciemności” nie można robić zdjęć ani używać świecących urządzeń (i to jest część całego doświadczenia), „W stronę światła” raczej można, ale warto dopytać przy wejściu.
Dla kogo: zarówno dla dorosłych, jak i dzieci w wieku szkolnym – najlepiej sprawdza się jako wspólna wycieczka, a nie tylko atrakcja „dla dzieci”
Program: na weekend w Krakowie, jeden dzień w Krakowie albo zwiedzanie Krakowa przejazdem


