W tym roku (jak zwykle) wybrałam się tam z mym dziecięciem – to moje niezawodne towarzystwo od zdjęć i tekstów, bo Pyrkon jest trochę naszym corocznym rytuałem – idziemy zgubić się w fantastyce i wrócić z głową pełną historii. Pyrkon to miejsce, w którym wpada się w wir barw, dźwięków i pomysłów, który wciąga od pierwszej chwili – tak bardzo, że aż oddech dostraja się do taktu słowiańskich melodii i pradawnych opowieści.
Są dni, kiedy zwykła codzienność staje się trochę zbyt przewidywalna. Wtedy przychodzi, Pyrkon – trzydniowa wycieczka do świata, gdzie magia, mity, cosplay i planszówki łączą się w jeden wielki wir niesamowitości. To miejsce, które szepcze: „bądź kim tylko zechcesz – elfem, czarownicą, albo czasem… po prostu sobą”.
Wielkie boom na Pyrkonie 2025
A kiedy nogi zaczynały odmawiać posłuszeństwa od dreptania po wszystkich halach, prelekcjach i kolejkach do stoisk, można było odpocząć i nacieszyć oczy przy kolorowych paradach cosplayowych – prawdziwej sztuce metamorfozy, gdzie każdy kostium opowiadał własną historię i zabierał nas w inny wszechświat.
Tradycja i spontany Pyrkon 2025
Pyrkon to nie tylko program – to też małe rytuały, które wracają co roku jak dobrze znane zaklęcia. W 2025 znów można było spotkać ludzi z kartkami „free hugs”, którzy przytulali totalnie obcych ludzi (a nawet utopce i trolle), jakby znali się od lat – i w sumie trochę tak jest, bo to festiwal wspólnoty. Obok nich krążyły memiczne legendy Pyrkonu, w tym słynny ananas – absurdalny, przypadkowy, a jednak wyczekiwany jako już stały punkt programu. Do tego tysiące cosplayów, spontaniczne zdjęcia i rozmowy w kolejkach, które często zamieniają się w nowe znajomości. Bo tutaj tradycją jest bycie razem – nawet jeśli pierwszy raz się widzicie.
I gdzieś między tym wszystkim pojawiają się te momenty, których nie ma w harmonogramie — wspólne śpiewy w kolejce, losowe tańce na korytarzach i rozmowy o życiu przed toaletą (uściski Jurra i Sandra – w 2026 w tym samym miejscu, o tej samej porze). Pyrkon żyje własnym rytmem, tworzonym przez ludzi. I może właśnie dlatego co roku wraca się tu nie tylko dla atrakcji, ale dla tej niepowtarzalnej, trochę szalonej energii.
Piątek Pyrkonu początek – Pyrkon 2025
Pyrkon jak zwykle robi to, co robi najlepiej – czyli wrzuca człowieka w wir atrakcji tak różnorodnych, że serio, nieważne czy jesteś z fandomu smoków, statków kosmicznych czy po prostu lubisz się powłóczyć między stoiskami – coś i tak Cię złapie za rękaw. Całość oprawy, dosłownie ocieka magią, więc i ja dałam się porwać – oczywiście tam, gdzie pachniało słowem, historią i odrobiną językowej magii. Ale i również tam, gdzie coś błyszczy… no, lubię błyszczące.
Najpierw wylądowałam na panelu „Innymi słowami” w Grodzie Inicjatyw Fanowskich – klimatyczne spotkanie organizowane przez Bibliotekę Raczyńskich. Było trochę jak na sabacie dla książkoholików: fragmenty fantastyki w różnych językach, losowanie cytatów i próby ich przepisywania po swojemu. Idealna zabawa, jeśli – tak jak ja – masz słabość do książek, albo jeśli ogarniasz więcej niż jeden język (tu ukłon w stronę mojego dziecięcia i jego zamiłowania do angielskiego).
Potem już klasycznie – dałam się ponieść. Gdzieś mnie zawiało na Origami, po drodze minęłam ludzi tańczących Belgijkę (głośno, radośnie i totalnie bez skrępowania, czyli dokładnie tak, jak powinno być). W Strefie Mangi i Anime trwały warsztaty składania wszystkiego – od żurawi po… arbuzy z oczkami, bo czemu nie. Papier ewidentnie ma tu drugie życie i całkiem sporo charakteru.
Nie zabawiłam tam długo, bo znów coś mnie przyciągnęło – tym razem Games Room. I tu mały plot twist, bo zamiast typowych planszówek trafiłam na gry starożytne. I powiem Ci, że to jest dopiero klasa, klasunia. Trochę jakby ktoś wyjął gierkę z sarkofagu i kontynuował rozrywkę sprzed tysięcy lat, mówiąc tylko: „siadaj, gramy”. Najbardziej moją uwagę przykuły Hnefatafl – nordycka strategia z historią w tle, i Senet – egipska podróż przez życie i zaświaty. Klimat? 10/10. Radość związana z każdym towarzyskim graniem przy stole? Jeszcze większa.
W drodze na Quiz o Fantastycznych Stworzeniach wpadłam na… Bitwę na Poduszki. I nagle bum – flashbacki z dzieciństwa, walki z bratem i innymi dzieciakami, a nawet zwalanie rozdartej poduchy na psa… emocje większe niż w niejednej fabule fantasy. Tylko tu skala była trochę bardziej epicka. No a Quiz? Sam Quiz brzmiał jak test dla wtajemniczonych: od wiedźmińskich bestiariuszy po spotkania z bazyliszkami. Nie brałam udziału (choć wiadomo, wygrałabym, nie?), ale klimat był absolutnie w punkt.
Na koniec dnia jeszcze Prelekcja o Strachu – takim prawdziwym i tym wykreowanym – z książek, filmów a nawet z naszej własnej głowy. Trochę refleksyjnie, trochę mrocznie, czyli idealne zamknięcie dnia na festiwalu, gdzie fantastyka miesza się z rzeczywistością bardziej, niż chcielibyśmy przyznać.
Sobota na najwyższych lotach – Pyrkon 2025
Jakoś wczesnym popołudniem wylądowałam na… obserwacji słońca przez teleskop. Brzmi poważnie, ale serio, to jest jeden z najbardziej fascynujących momentów „amatorskiej” astronomii, który jednocześnie daje tyle radochy, że trudno później nie dzielić się tymi wrażeniami z innymi. Owszem, wymaga to ostrożności – słońce w powiększeniu to nie zwykła kula na niebie, to dynamiczna bestia, którą trzeba oglądać z odpowiednimi filtrami. A efekt? Absolutnie hipnotyzujący i… przyprawiający o szybsze bicie serca i błysk w oku.
Jakiś czas później wpadłam na panel o Mitologii i Rodzimowierstwie w literaturze fantasy. Pytanie przewodnie brzmiało „czy warto sięgać do klasyki?”. I to był prawdziwy rollercoaster – od wpływu legend i mitów na współczesne fantasy, przez to, ile ze słowiańskich wierzeń wplótł Sapkowski, po to, czy Percy Jackson wiedział, kim był Homer, aż w końcu dyskusja o tym, jak bardzo wiara kształtuje świat Narnii. Ludzie debatowali, rozważali, zastanawiali się nad tym, co przeszłość zostawiła w naszej teraźniejszości – i powiem Ci, że dało się czuć prawdziwą pasję w każdym słowie.
Resztę dnia spędziłam włócząc się po Pyrkonie aż do 22:00, kiedy to odbyła się obserwacja księżyca i planet przez teleskop – wrażenia zupełnie inne, niż ze słońcem, ale równie urzekające, o ile nie trochę bardziej. Pyrkon zachęcał wszystkich miłośników astronomii i fantastyki, mówiąc, że niebo opowiada historie, takie jak najlepsze sagi o wiedźminach, a dzięki specjalistycznym teleskopom, w dzień zobaczymy szczegóły i blask Słońca, a nocą Księżyc odsłoni przed nami tajemnicze krainy kraterów, gór i cieni, które zmieniają się niczym spektakl światła i magii. No i jak zwykle w swoich opisach, Pyrkon nie naciągał, tak dokładnie było.
Zaręczam, że te obserwacje to prawdziwa magia. Księżyc w teleskopie przestaje być bladą kropką z telefonu, a staje się surowym, niemal teatralnym krajobrazem. Ten widok, wywołuje taki wybuch endorfin, że człowiek czuje, że patrzy na coś, co od tysięcy lat rozpala wyobraźnię ludzi i nadal robi tę samą świetną robotę.
Niedziela onieśmiela – Pyrkon 2025
Niedziela zaczęła się u mnie absolutnie pogodnie, nadal z domieszką tej festiwalowej magii, której nie sposób ominąć – już od samego rana wiedziałam, że będzie to dzień pełen drobnych cudów i spotkań (tych spodziewanych oraz tych zupełnie przypadkowych), które składają się na Pyrkon jak mozaika złożona z opowieści przy ognisku.
Wpadłam najpierw na stanowisko Słowiańskich Amuletów, gdzie można było spotkać ekipę z Bramy Poznania i ich animacje inspirowane Ostrowem Tumskim. Tam można było usiąść przy stoliku i własnoręcznie zrobić uroczą zawieszkę z ilustracjami z książki „Magiczny dywan. Opowieści z Ostrowa Tumskiego” i dodatkowo ozdobić ją suszonymi roślinami – czyli taka robota, która od razu trafia w środek mojej plastycznej natury i ludowej duszy. Ta atrakcja jest przewidziana dla dzieci i znajduje się w Strefie Dziecięcej, ale nie wiem czy mi to przeszkadza. Nie wiem też, czy organizatorzy faktycznie nabrali się na to, że mam 13 lat…
A skoro już mowa o dobrych wibracjach, to nie da się nie wspomnieć o dwóch niedzielnych koncertach, które mnie po prostu oczarowały – Leśne Licho i CHRUST. Te występy były jak zanurzenie się w pieśniach lasu, starych opowieściach i rytmach, które zdają się opowiadać historie z czasów, których nie znamy, a jednak czujemy je w kościach + nuta nowoczesności, która jest nicią między dziś a wczoraj.
Niedziela cały czas wodziła mnie po przestrzeniach twórczych, prowadząc do rozrywek wizualnych i inspirujących rozmów. Na przykład, w Strefach Uniwersyteckich działały warsztaty z tworzenia trashbooków oraz linorytu, które były doskonałą przeciwwagą dla intensywności wcześniejszych dni i pozwoliły zanurzyć się w rytuał rękodzielniczy i twórczy proces w spokoju.
No i oczywiście jak to na Pyrkonie – nie brakowało chwil, które nie są w programie, ale zostają z tobą w pamięci jak kawałek starej pieśni: rozmowy przy kawie o ulubionych książkach, spontaniczne sesje zdjęciowe w cosplayach i te małe spotkania, kiedy ktoś uśmiecha się do Ciebie, bo też ma Harry’ego Potter’a przy troku plecaka albo taką samą zapalniczkę…
Jak już o tej zapalniczce mowa, to czas na anegdotkę – słuchaj, jaką miałyśmy akcję. Poszłam zapalić i spotkałam znajomą, niestety ona nie miała zapalniczki, a moja przestała działać. Próbowałyśmy odpalić na dwie, potrząsać i namawiać, ale nic z tego. Po chwili dołączyła kolejna dziewczyna bez zapalniczki, potem kolejna i następny chłopak z wyczerpaną zapalniczką. Zanim przyszedł do nas wybawiciel ze sprawnym, ogniem, stało nas już tam 11 sierotek. Gość ewidentnie poczuł się nieswojo, otoczony nagle przez tyle ludzi. Na szczęście się szybko otrząsnął, zobaczył co jest grane i zlitował nad naszym losem. Ale przysięgam, jeszcze dwie osoby i powstałby kult Wyczerpanego Ognia.
Jak widać, Pyrkon to takie miejsce, gdzie te wszystkie drobiazgi – od koncertów, przez amulety, warsztaty aż po drobne rozmowy i dziwne akcje – splatają się w jedno wspomnienie, które zostaje z Tobą na długo po tym, jak opuścisz hale Międzynarodowych Targów Poznańskich. A niektóre sytuacje już na zawsze wchodzą do kanonu Pyrkonowych Opowieści.
Bilety i planowanie wizyty
A program? Zerknij na niego z wyprzedzeniem, bo wydarzeń jest tyle, że łatwo przegapić coś ekstra, zanim zdążysz powiedzieć „eliksir elfickiej improwizacji”. Na szczęście jest oficjalna aplikacja Pyrkonu – doskonała rzecz, żeby ogarnąć rozpiskę i uniknąć biegania w panice między halami. Niestety nie wszędzie da się być i nie wszystko można zobaczyć, zwłaszcza gdy dwie super rzeczy odbywają się w tej samej chwili, ale tym bardziej szkoda czasu na wybieranie (albo losowanie) na miejscu.
Jak ja wyglądam – moda i wygoda
Pyrkon to trzy dni niekończącego się biegania, zwiedzania, stania w kolejkach i gapienia się na ładne rzeczy i teleportowania między halami – więc wygodne buty to absolutna podstawa. I nie, nie te „ładne, ale pasują tylko jak siedzę”. Jeśli wskakujesz w cosplay, pamiętaj, żeby było wygodnie, nic nie uwierało i nic nie odpadało po pierwszym okrążeniu hali.
Warto też pomyśleć o lekkim plecaku, w którym zmieścisz wodę, przekąski, powerbank i ewentualnie zapasowy plaster (niestety, sprawdzone na własnych piętach…). Jako, że Pyrkon przypada tuż przed wakacjami, słonce lubi przypomnieć, że pali w najmniej oczekiwanym momencie – to krem z filtrem i kapelusz mogą uratować nie tylko humor, ale i skórę.
Umieram z głodu – planowanie posiłków
Na Pyrkonie jedzenia nigdy nie brakuje – od soczystych burgerów po aromatyczny ramen – ale jak wszyscy nagle zgłodnieją, to kolejki potrafią ciągnąć się dłużej niż marsz przez Kaer Morhen do Księstwa Toussaint. Jeśli nie masz ochoty spędzić połowy dnia w oczekiwaniu na frytki, lepiej wrzuć coś na przegryzkę do plecaka. I koniecznie miej przy sobie wodę! W tym całym zamieszaniu łatwo zapomnieć, że człowiek potrzebuje pić, żeby znaleźć Horkruksa… a nie czekaj, przede wszystkim żeby żyć i dobrze funkcjonować. Więc jak na taką ilość kroków i godzin, woda to podstawa, serio.
Mała podpowiedź, jeśli chcesz uniknąć przepłacania i stania w kolejkach, a zaczynasz przymierać głodem i nie wiesz czy za Tobą stoi strzyga, czy te dzikie dźwięki to tylko Twój brzuch, to warto na chwilę wyskoczyć do Avenidy. Galeria znajduje się praktycznie naprzeciwko targów, wybór knajp jest tam całkiem spory. Jeśli chodzi o sklepy, jest Żabka czy Biedronka, więc w nagłych wypadkach można tam podejść – kolejki będą na pewno trochę krótsze.
Pieniądz papierowy – moc gotówki
Choć spora część stoisk na Pyrkonie przyjmuje płatności kartą albo bliczkiem, warto mieć przy sobie trochę gotówki – zwłaszcza jeśli planujesz zakupy u rękodzielników, na stoiskach z książkami czy przy unikatowych gadżetach. Nie wszystkie miejsca obsługują karty, a byłoby szkoda przegapić coś wyjątkowego tylko dlatego, że terminal akurat nie działa lub go w ogóle nie ma. Kilka banknotów w kieszeni potrafi naprawdę uratować sytuację.
Ja osobiście jestem fanką tradycyjnej gotówki – papierowej czy metalowej – więc jeśli spotkamy się kiedyś na Pyrkonie przy moim stoisku, terminala nie uświadczysz. To ustrojstwo ma za dużo guzików, pożera moją cierpliwość i uwłacza mojej czci.
Muszę tam być – pokazy i prelekcje
Pyrkon to naprawdę coś więcej niż same kolorowe cosplaye i stoiska pełne gadżetów. To prawdziwe źródło inspiracji, wiedzy i niezapomnianych przeżyć! W trakcie festiwalu odbywa się mnóstwo paneli, warsztatów, pokazów i prelekcji – poruszających absolutnie każdy temat, od mitologii, przez fantastykę, po taniec, naukę czy psychologię.
Warto wcześniej przejrzeć program i wybrać to, co najbardziej przyciąga, bo łatwo się pogubić w tym festiwalowym chaosie. Niektóre wydarzenia są bardzo oblegane, więc lepiej pojawić się wcześniej, by złapać miejsce. A jeśli marzysz o spotkaniu ulubionego autora, ilustratora czy twórcy – Pyrkon daje ku temu świetną okazję! Autografy, zdjęcia i krótkie rozmowy to świetne pamiątki i wspomnienia.
Siema, co tam – znajmości
Ludzie są otwarci, chętni do rozmowy, dają się sfotografować i chętnie opowiedzą, jak powstał ich strój. Fajnie jest też zebrać własną małą ekipę do wspólnego przemierzania hali – w grupie zawsze raźniej, łatwiej polecać sobie atrakcje i poczuć festiwalową atmosferę jeszcze mocniej. A przy okazji? „Darmowe przytulasy” latają w powietrzu jak kolorowe ptaki – widać je z daleka!
Mamo, ja chcę na Pyrkon – rodzina
Bywały już wcześniej wydarzenia, które miały próg wiekowy, więc lepiej wcześniej sprawdzić opis, żeby nie rozczarować się tuż przed wejściową bramą. Nie zawsze działa „Powiedz przyjacielu, i wejdź”. Wtedy dzień (albo noc) da się zaplanować tak, żeby każdy – duży czy mały – wyszedł z Pyrkonu szczęśliwy i pełen wrażeń.
Gdzieś trzeba przekoczować - nocleg
Planując Pyrkon, najlepiej zacząć poszukiwania noclegu odpowiednio wcześniej. Centrum Poznania w tym czasie zamienia się w rzekę ludzi, a miejsca blisko targów znikają w oka mgnieniu. Komunikacja miejska potrafi dać w kość, zwłaszcza po zmroku, a taksówki… no cóż, czasem przy takim obłożeniu, to loteria – 5 dych, albo 30 minut z papcia.
Wjazd do stajni – dojazd
Na Pyrkon najlepiej planować dojazd wcześniej – centrum Poznania w trakcie festiwalu bywa bardzo zatłoczone, a parkingi zapełniają się w mgnieniu oka. Można skorzystać z komunikacji miejskiej i na własne oczy zobaczyć dlaczego uważa się, że Poznań to jedno z najgorzej skomunikowanych miast. Można także wynająć hulajnogę. Jeśli wolisz samochód, sprawdź wcześniej parkingi w okolicy targów – czasem lepiej dopłacić kilka złotych za spokój i bliskość wejścia, niż gubić się w korkach.
Ja zawsze polecam piesze wycieczki, co zresztą praktykuję w czasie zwiedzania Polski. O ile nie mam tobołów większych niż ja, albo czas mnie po kostkach nie skubie, to przemieszczam się pieszo. To świetna okazja do dodatkowego zwiedzenia miasta. Do tego zdrowa i darmowa.
PODSUMOWANIE i jeszcze trochę moich wrażeń z wydarzenia
W ciągu trzech dni uczestnicy mogli wziąć udział w ponad 2 200 wydarzeniach – od paneli dyskusyjnych, prelekcji i wykładów, przez pokazy cosplay, koncerty i warsztaty, po sesje gier, konkursy czy turnieje. W programie znalazły się także sesje panelowe prowadzone przez naukowców i ekspertów w Strefie Naukowej, interaktywne pokazy i quizy, a także miejsca, w których można było stworzyć własne rękodzieło czy wziąć udział w animacjach (na przykład tych przygotowanych przez Uniwersytet im. Adama Mickiewicza).
Goście festiwalu to zarówno twórcy i aktorzy związani ze światami fantastyki, jak i artyści muzyczni – między innymi osoby takie jak Bonnie Wright aktorka znana z filmów o Harrym Potterze, Michał Żebrowski aktor z Polskiego serialu Wiedźmin, a także Jacek Rozenek czyli głos Geralta z gier (jedyny prawidłowy – możemy się bić na poduszki o prawdę, jak coś).
Jeśli chodzi o oprawę muzyczną – impreza oferowała koncerty folkowe, metalowe i elektroniczne na kilku scenach, również plenerowych. Były poukładane w programie na tyle fajnie, że chociaż na chwilę mogłam zawędrować na te występy, które mnie najbardziej interesowały.
To było dziesiątki godzin intensywnej zabawy, spotkań i inspiracji – festiwal, który przyciągnął tysiące uczestników, pokazał niezliczone cosplaye, wywiązywał pasjonujące rozmowy i podsuwał do ucha pełne energii brzmienia. Pyrkon 2025 potwierdził, że fantastyka to coś więcej niż hobby – to przestrzeń, w której ludzie o podobnej pasji mogą się spotkać, dzielić doświadczeniami, tworzyć i świętować swoją razem.
Ważne informacje
Adres: Międzynarodowe Targi Poznańskie, ul. Głogowska 14, 60-734 Poznań
Strona internetowa: www.pyrkon.pl
Rezerwacja: Wymagana – bilety najlepiej kupować z wyprzedzeniem online – w weekendy przy wejściu mogą tworzyć się długie kolejki a nie ma pewności, że bilety jeszcze będą. Na panele i niektóre wydarzenia, również obowiązują wcześniejsze zapisy.
Ceny : 1 dzień – 75-300 PLN, 3 dni 180-360 PLN
Czas zwiedzania: Pyrkon to trzy dni pełne wydarzeń – planując udział w panelach, warsztatach i koncertach, warto zostawić sobie przerwy między nimi, żeby spokojnie przemieszczać się między halami i strefami. Czas, jaki spędzisz na Targach zależy tylko od Ciebie.
Zdjęcia: Można, a nawet trzeba. Większość atrakcji i stoisk można fotografować dowolnie, ale podczas pokazów cosplay i koncertów obowiązują zasady opisane przy wejściu – warto zwrócić uwagę, czy można używać lampy błyskowej.
Dla kogo: Dla wszystkich fanów fantastyki – dzieci, młodzieży i dorosłych. Świetnie sprawdza się jako rodzinny wypad lub spotkanie z przyjaciółmi.
Program: Trzydniowy festiwal obejmuje strefy literatury, gier planszowych, komiksu, anime i mangi, nauki, cosplayu, muzyki, a także wydarzenia plenerowe i towarzyszące w mieście.
Harmonogram: Na weekend w Poznaniu, jeden dzień w Poznaniu, dłuższe zwiedzanie Poznania


