Jak przystało na dobrą matkę, matkę dzieci matki natury, musiałam być przy mojej pierwszej pszczółce w chwili jej przyjścia na świat. Zdjęcia może nie są najlepszej jakości, ale starałam się rejestrując te wielkie chwile, nie przytłaczać stworzonek swoją obecnością i kręcić z delikatnej odległości. Chociaż po słowach „główkę widać!” stałam już z nosem przy siatce. Czy to niebezpieczne? O tym właśnie przeczytacie poniżej.
Byłam niesamowicie zdziwiona jak szybko pszczółki zdecydowały się wyjść z kokonów. Po warsztatach, kokony stały przez kilka dni w lodówce. Gdy tylko niebo się rozjaśniło, poszliśmy powiesić nasz hotelik. Droga z domu do lasu trwała 10 minut, cała akcja ze znalezieniem miejsca i podczepieniem domku mogła trwać około 30 minut. Pierwsza pszczółka latała już wokół nas mniej więcej po 10 minutach od włożenia kokonów do domku. Ekspres!
Nasze pluszowe milusińskie nic sobie nie robiły z naszej obecności. Po wykluciu i obmyciu latały dookoła nas jak gdyby nigdy nic. W żadnym razie nie były agresywne. Niedługo dodam także filmik z tej fascynującej chwili. Najdłużej trwało wydostanie się z kokonu, między wyjściem a lataniem to zaledwie mrugnięcie oka. Na początku pszczółki wystawiają nóżki, więc po wyjściu są już właściwie rozruszane.


